sobota, 1 lutego 2014

Rozdział siódmy

Usiadłyśmy na kanapie i zaczęłyśmy rozmawiać. Nasze rozmowy mogłyby nie mieć końca. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. W końcu sobie przypomniałam, że nie powiadomiłam Weroniki o bardzo ważnej sprawie.
-Weronika, bo my zapomniałyśmy Ci o czymś powiedzieć.-zaczęłam nieśmiało temat. Wiedziałam, że będzie zdenerwowana.
-O czym?!-zapytała.
-Marzena przyjedzie do nas za kilka dni.-wyjaśniłam na jednym wdechu.
-To świetnie, tylko czemu mi wcześniej nie powiedziałyście?-zapytała.
-Bo, ona wpadnie z Mateuszem.-dodała Ola. Weronika nigdy nie pałała jakąś szczególną sympatią
do niego i już po jej wyrazie twarzy dało się wyczytać, że nie jest jej to na rękę.
-No cóż, jakoś się przemęczę.-wzruszyła ramionami. Zaskoczyło mnie to, ponieważ zawsze reagowała bardziej emocjonalnie na takie wieści. Z wrażenia aż otwarłam buzię.
-Zamknij tą paszczę bo Ci mucha wleci.-powiedziała Weronika, a ja wybuchłam śmiechem.
-Ty tak serio na spokojnie?-zapytałam.
-No, a jak mam się zachować? Przecież ja kocham Marzenę tak samo jak Was. Nie mogę ciągle być niemiła dla Mateusza, bo w końcu ona go kocha.- wyjaśniła.
-No dobra to nie mówmy już o tym. Chodźcie wypróbujemy nowe instrumenty.-zaproponowała Ola.
-Świetny pomysł.-powiedziałam i udałyśmy się na górę.
Miałyśmy w tym domu takie jedno większe pomieszczenie, gdzie urządziłyśmy sobie pokój muzyczny połączony z salonem gier. Znajdował się w nim fortepian, dwie gitary akustyczne i jedna elektryczna. Oprócz tego stała tam jeszcze perkusja, było kilka mikrofonów i ogromna wieża. W drugiej stronie pokoju stała kanapa i ogromna plazma. Oprócz tego konsola i kilka padów. Już zdążyłam polubić to miejsce. Weszłyśmy do środka i każda z nas udała się do ulubionego instrumentu. Ja zabrałam jedną gitarę, Weronika usiadła przy perkusji, a Ola przy fortepianie.
-To co sprawdzamy?-zapytałam, a one tylko pokiwały głowami.
Każda z nas zaczęła coś brzdękać na swoim instrumencie. Ta melodia nie miała ze sobą nic wspólnego. Po prostu każda grała jakieś proste melodyjki bądź w przypadku Weroniki wybijała rytmy. Jednak, gdy zaczęłam grać jedną z naszych ulubionych piosenek melodie grane przez dziewczyny ustały.
Była to piosenka Eda Sheerana Give me love. 

Śpiewałyśmy razem. Bardzo często to robiłyśmy i uwielbiałyśmy to. Gdy piosenka się skończyła usiadłyśmy wszystkie przy fortepianie i zaczęłyśmy grać piosenką Nicki Minaj Starships. 

Zawsze grałyśmy to razem. Musiało to wyglądać komicznie, gdy nasze ręce się mieszały. Ta piosenka była naszym popisowym numerem. Śpiewałyśmy i świetne się przy tym bawiłyśmy. Jak zawsze przy frazie: But fuck who you want and fuck who you like krzyczałyśmy bardzo głośno.
Śpiewałyśmy jeszcze dużo piosenek, aż w końcu Ola zaczęła grać piosenkę chłopaków They Don't know about us. 

Gdy miała już zacząć śpiewać ktoś ją uprzedził. Strasznie się wystraszyłam, gdy usłyszałam męski głos. Spojrzałam w stronę drzwi i ujrzałam dobrze mi znaną piątkę chłopaków. Okazało się, że to właśnie Liam uprzedził moją przyjaciółkę w śpiewaniu. Ola na chwilę przerwała grę, ale Liam pokazał jej gestem ręki aby kontynuowała. Dziewczyna znów zaczęła grać, a chłopcy po kolei zaczęli śpiewać każdy swoją zwrotkę. Muszę przyznać, że na żywo brzmią świetnie. Znam kilka ich piosenek, ale w porównaniu z ich głosami na żywo jest to zupełnie coś innego. Krępowało mnie tylko to, że Harry śpiewając patrzy na mnie i się uśmiecha. Delikatnie odwzajemniłam uśmiech i zobaczyłam, że loczka to odrobinę zdziwiło. Gdy skończyli śpiewać zaczęłyśmy my im bić brawo.
-Jesteście świetni.-powiedziałam kłaniając się w geście uznania. Oni jedynie się zaśmiali.
-Serio, i kto to mówi? Słyszeliśmy wszystko.-powiedział Louis jak zwykle uśmiechnięty.
-Znaczy co?-zapytała Weronika udając, że nie wie o czym mówią.
-No jak to co. To jak śpiewałyście, jak grałyście czyli ogólnie wszystko.-wyjaśnił Harry patrząc głównie na mnie.
-Nie powinniście tego słyszeć. To tylko takie nasze wygłupy.-oznajmiłam spokojnie i uśmiechnęłam się delikatnie.
-Skoro to co przed chwilą miało tu miejsce nazywasz wygłupami, to znaczy, że my na scenie się cały czas wygłupiamy.-powiedział blondyn i zaśmiał się. Przy nich ciężko się było nie uśmiechnąć, więc na mojej twarzy od razu zagościł szczery uśmiech.
-No dobra skończmy już ten temat. Lepiej opowiedzcie jak się tu znaleźliście i jak poszedł Wam wywiad?-zapytałam aby zmienić temat.
-Wywiad jak wywiad.-wzruszył ramionami Liam.- A co do tego jak się tu znaleźliśmy... Trudno nie usłyszeć tak pięknych głosów.- w tym momencie poczułam jak moje policzki oblewają siarczyste rumieńce. Tak, mnie dziewczynę, która prawie nigdy się nie rumieni.
Spojrzałam nieśmiało na chłopaków, którzy tylko się uśmiechnęli, ponieważ reakcje moje i moich przyjaciółek były bardzo podobne, a nawet identyczne.
-Która to godzina, że już wróciliście?-ponownie zapytałam.
-Już po 13.00.- stwierdziła Weronika.
-To może jakiś obiad?Zapraszamy.-powiedziałam uśmiechając się zachęcająco.
-Obiad? Jeśli chodzi o obiad to ja bardzo chętnie.-odpowiedział mi uśmiechnięty Niall.
-Niall, Niall, Niall jeśli chodzi o jedzenie to ty zawsze jesteś chętny.-poklepał go po ramieniu rozbawiony Louis, a Niall zrobił oburzoną minę. Wtedy wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-No, więc na co macie ochotę?-zapytałam.
-Na wszystko!-wykrzyknął Niall, a ja tylko się zaśmiałam i zaczęłam schodzić do kuchni, aby zacząć przygotowywanie obiadu. Zeszłam do kuchni i postanowiłam zrobić spaghetti. Najpierw podsmażyłam mięso i zrobiłam sos. Następnie ugotowałam makaron. Nałożyłam wszystko do dwóch naczyń, aby każdy mógł sobie nałożyć ile chce. Starłam jeszcze odrobinę parmezanu na tarce i zaniosłam wszystko do salonu. Zawołałam wszystkich na dół i już po chwili siedzieliśmy przy stole zajadając się obiadem. Po tym jak wszyscy zjedli zaczęłam zbierać naczynia, ale znów ktoś mnie uprzedził.
-Ty gotowałaś, więc my posprzątamy.-powiedział pogodnie Liam.
-Ale wy jesteście moimi gośćmi.- odpowiedziałam mu.
-Nie ma żadnego ale.-powiedział stanowczo, a ja teatralnie westchnęłam. Jak zawsze wszyscy wybuchnęli śmiechem. Chłopcy zaczęli sprzątać, a ja razem z moimi przyjaciółkami siedziałam na kanapie.
-Ej a możemy zrobimy coś na powitanie chłopaków w naszym gronie.-zaproponowała Weronika, a mi od razu do głowy wpadł pewien pomysł.
-W takim razie zróbmy ognisko.-odpowiedziałam wyprostowując się.
-Świetny pomysł.-odpowiedziała mi Ola.
-No dobra, to trzeba zrobić jakieś zakupy i w ogóle.- dodała jak zwykle ogarnięta Weronika.
-No to dzieła!-krzyknęłam i od razu pobiegłam do chłopaków powiadomić ich o tym.
Weszłam do kuchni i zastałam całą piątkę próbującą uruchomić zmywarkę. Głośno się zaśmiałam na co oni się odrobinę wystraszyli.
-O Matko! Nie strasz mnie, bo zawału dostanę.-wrzasnął Niall łapiąc się za serce.
-Oj dramatyzujesz Horanku.-zaśmiałam się mierzwiąc jego włosy.
-A wcale, że nie.-odpowiedział poprawiając swoją blond czuprynę.
-No dobrze przepraszam.-powiedziałam robiąc smutną minkę.
-No już dobrze.-powiedział żarłok przytulając mnie.
-A ze mną kto zrobi miśka?-zapytał jak małe dziecko Harry.
-No dobra chodźcie tu wszyscy. - rozłożyłam ręce i już po chwili tkwiliśmy w grupowym uścisku.
-O mało co zapomniałam Wam powiedzieć.-palnęłam się w czoło, gdy już się od siebie oderwaliśmy.
-O czym?-zapytał zaciekawiony Harry.
-Robimy ognisko.-oznajmiłam.
-Super!-wykrzyknęli razem.
-Ale u kogo?-zapytał Lou.
-No u nas , raczej, że u nas. Później będziecie u nas spać.-wyszczerzyłam się.
-Ja się się czasami Ciebie boję.-powiedział Zayn z przerażeniem w oczach na co ja tylko się zaśmiałam.
-Dobra już spokój.-odrzekł nam jak zwykle ułożony Liam.-Trzeba pomyśleć kto co będzie robił.
-Masz rację.-dodałam i już po chwili w kuchni zjawiły się Weronika i Ola.
Po kilku minutach zadania zostały przydzielone. Liam i Louis mieli zająć się ogniskiem. Zayn i Niall mieli za zadanie przygotować miejsce i odpowiedni ekwipunek. Taki jak koce czy krzesła. Oprócz tego musieli wymyślić co będziemy robić podczas tego wieczoru. Ola i Weronika postanowiły zająć się gotowaniem. No i w taki sposób zostałam tylko ja i Harry. Widać było po nim, że cieszy się z tego powodu. Ja również nie miałam nic przeciwko temu. Sama nawet się sobie dziwiłam. Zostało nam przydzielone zrobienie zakupów. Już po chwili każdy zabierał się do pracy. My sporządziliśmy listę zakupów spożywczych jak i alkoholowych po czym byliśmy gotowi do wyjścia.
-Poczekaj moment, tylko się przebiorę i będziemy mogli się zbierać.-powiedziałam Harry'emu i zaraz udałam się do mojej sypialni, aby zmienić strój. Dla mnie przebieranie się kilka razy dziennie nie było niczym dziwnym, więc szybko wybrałam strój. 


Zeszłam na dół i zawołałam Harry'ego. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do mojego samochodu. Droga minęła na w ciszy i już po chwili znajdowaliśmy się przed Tesco. Harry ubrał na głowę czapkę i nasunął na nos okulary, aby nikt go nie rozpoznał. Weszliśmy do środka i zaczęliśmy wrzucać do wózka potrzebne produkty. Niepewnie zaczęłam rozmowę.
-Harry... Ja chciałam Cię przeprosić...- wyszeptałam cicho przystając przy jakimś regale. No świetną porę wybrałam sobie na przeprosiny.
-Za co?-zapytał zaskoczony.
-Dobrze wiesz za co...- znów odezwałam się szeptem i spuściłam głowę.
Nagle poczułam ciepłą dłoń na moim ramieniu. Podniosłam wzrok. Harry stał centralnie naprzeciwko mnie. Obdarzał mnie znów tym swoim pięknym szerokim uśmiechem. Patrzyłam wprost w jego oczy. Były takie niesamowite.
-To ja powinienem Cię przeprosić.-powiedział przerywając tym samym moje rozmyślenia.-Zachowałem się jak totalny dupek... Bardzo Cię przepraszam.- powiedział prawie bezgłośnie i podobnie jak ja spuścił głowę. Widziałam, że było mu wstyd. Delikatnie ujęłam jego podbródek w moją dłoń i zmusiłam go tym samym do spojrzenia mi w oczy. Patrzył na mnie przepraszającym wzrokiem. Znów zatopiłam się w jego szmaragdowych tęczówkach. Sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. W końcu odważyłam się znów odezwać.
-Dam się przeprosić, jeśli ty też nie będziesz się gniewać.- odpowiedziałam puszczając jego brodę.
-Nie mógłbym się gniewać na tak piękną dziewczynę.-odparł na co tylko się zaśmiałam, a na moje policzki wstąpiły rumieńce. Ugh, znowu się rumienię! Muszę to jakoś opanować.
-To świetnie!-odrzekłam radośnie i ruszyliśmy w dalszą podróż po markecie.
Tym razem nie panowała między nami cisza. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Zachowywaliśmy się swobodnie jak dobrzy przyjaciele. Harry opowiedział mi dużo o sobie. Powiedział, że pochodzi z Holmes Chapel i stwierdził, że kiedyś na pewno mnie tam zabierze. Opowiedział mi również o tym jak poszedł do X Factora, o tym jak poznał chłopaków i o tym jak stworzyli zespół. Krótko mówiąc streścił mi dość duży kawałek swojego życia. Ja oczywiście nie pozostałam mu dłużna. Opowiedziałam mu o moim nudnym życiu, pomijając niektóre fakty takie jak problemy i moje przygody z alkoholem, narkotykami i żyletką. Jednocześnie odważyłam się opowiedzieć mu o mojej pierwszej miłości Tomku. To było między moim szesnastym, a osiemnastym rokiem życia. Niby szczeniacka miłość, a jednak prawdziwa. To z nim przeżyłam mój pierwszy raz. To on był moją podporą w trudnych chwilach. Niestety na tydzień przed moimi osiemnastymi urodzinami opuścił mnie, a dokładniej wyjechał ze swoimi rodzicami właśnie do Anglii. Po kilku miesiącach kontakt się urwał i już na zawsze z mojego życia zniknął Tomek. Teraz już nie czuję do niego nic. Ani gniewu, ani złości. Jedynie czasami tęsknię za nim i za tym co było. Skończyłam opowiadać i właśnie w tym samym czasie skończyliśmy zakupy. Z pełnym wózkiem jedzenia i alkoholu ruszyliśmy do kasy. Zapłaciłam za zakupy i wyszliśmy ze sklepu. Włożyliśmy wszystko do bagażnika i odjechaliśmy. Po kilku minutach byliśmy z powrotem w domu. Harry pomógł mi w wypakowaniu zakupów i ruszyliśmy na taras zobaczyć jak to wszystko wygląda.
-Klimatycznie.-stwierdziłam.
-Mhmmm.-wymruczał tylko Harry rozglądając się.
Muszę przyznać, że wyglądało świetnie. Ognisko, które powoli się rozpalało było głównym punktem. Na około stały krzesła wiklinowe. Na każdym leżał koc. Wyglądało miło i przytulnie, a basen w tle z połyskującą wodą dodawał uroku. W tle słychać było muzykę.
-Jak widać my tu chyba nie jesteśmy potrzebni. To może się zmyjemy?-zaproponowałam.
-Razem?-zapytał Harry ze swoim cudownym uśmiechem.
-Osobno Styles! Osobno!-krzyknęłam rozbawiona na co mój towarzysz zrobił smutną minkę. -Dobra ty rób co chcesz, a ja idę pod prysznic i ubrać jakąś sukienkę jak one.-wskazałam na moje przyjaciółki. Każda miała na sobie zwiewną sukienkę. Wyglądały naprawdę uroczo, więc nie chciałam się odróżniać.
-Już się nie mogę doczekać.-wymruczał pod nosem Harry.
-Słyszałam!-krzyknęłam wchodząc po schodach.
Weszłam do mojej sypialni i od razu udałam się do łazienki. Własna łazienka to jest to-pomyślałam wchodząc pod prysznic. Pod prysznicem zawsze mi się najlepiej myślało. W mojej głowie była tylko jedna myśl, że właśnie dzisiaj w supermarkecie poznałam prawdziwego Harry'ego Stylesa. Nie chłopaka z pierwszych stron gazet, tylko dziewiętnastolatka, który spełnia swoje marzenia. I musiałam stwierdzić, że bardzo cieszę się, że go poznałam. Szybko się umyłam i owinięta w ręcznik wyszłam z łazienki. Teraz pozostawało tylko się jakoś ubrać,umalować i zrobić włosy. Po krótkich namysłach wybrałam taki strój. 


Włosy pokręciłam i zostawiłam rozpuszczone. Przeszłam jeszcze szybko po gościnnych pokojach sprawdzając ich czystość. Wszystko było w porządku, więc w spokoju mogłam udać się do reszty.
Już od progu salonu można było usłyszeć głośne śmiechy. Wyszłam na taras i od razu przyłączyłam się do reszty towarzystwa. Zaczęliśmy rozmawiać i śmiać się. W końcu Lou wpadł na pomysł abyśmy rozegrali mecz w nogę.
-Dziewczyny na chłopaków?-zaproponowałam opierając ręce na biodrach.
-Nie no, musi być sprawiedliwie.-zaśmiał się Louis.
-Jesteście zbyt pewni siebie.-stwierdziłam.
-Nie, no coś ty. Możecie sobie dobrać jednego z nas.-odpowiedział rozbawiony.
-Dobrze, więc bierzemy Harriet.-powiedziałam klepiąc po kolanie siedzącego obok mnie Harry'ego.
-Spoko.-odpowiedział Liam i już po chwili rozpoczynaliśmy nasz krótki mecz.
Pierwszego gola strzeliła Weronika. Następnego ja. Później gola strzelił nam Liam. Ostatnie minuty i decydujący strzał. Harry biegnie, strzela, ale Niall wykopuje piłkę. W ostatniej chwili wskakuje Stylesowi na plecy i odbijam piłkę z główki. Niall nie zdążył jej złapać i gol. Wygraliśmy! Miny chłopaków były bezcenne.
-Haha i co?- wytknęłam język w stronę Louisa.
-O nie Marchewo! Tak nie będziemy się bawić.- powiedział i zaczął mnie gonić po całym ogrodzie.
Po drodze zgubiłam moje baleriny. Okazało się jednak, że Lou był szybszy. Już po chwili trzymał mnie na rękach i niósł w stronę basenu.
-Nie Louis, tylko nie to. Błagam, proszę Cię.- zero reakcji z jego strony jedynie śmiech.
Po chwili wypuścił mnie z rąk i z wielkim pluskiem wpadłam do basenu. Cała mokra wyszłam z basenu i od razu udałam się do marchewkowego. Zbliżyłam się do niego i mocno przytuliłam. Jego minę zapamiętam do końca życia. Później szybko udałam się do mojej sypialni a by się przebrać. Wybrałam taki prosty strój. 


Ubrałam się i wróciłam na imprezę. Jak się okazało Weronika robiła kolorowe drinki. Były pyszne. 


Po wypiciu jednego zostałam przytulona przez wszystkich ze względu na moją bluzę. Naprawdę przyjemnie było się z nimi przytulać.

Gdy wszyscy byli już lekko wstawieni zaczęła się gra w butelkę. Na początku pytania i zadania były w miarę normalne, ale gdy usłyszałam pytanie Louisa kompletnie mnie zamurowało.

-Podoba Ci się nasz Harold?-i co ja miałam odpowiedzieć? Od kilku godzin sama nie wiedziałam, a teraz jeszcze byłam pijana...  
================================================================= 
Mamy siódmy rozdział! Jak się Wam podoba? Mi niezbyt przypadł do gustu. Dla mnie jest do dupy. Nie powinnam go chyba w ogóle dodawać. Zapraszam do komentowania! Każdy komentarz daje porządnego kopa. Nie ważne czy jest on pozytywny czy negatywny. Jeśli jest to miły komentarz to bardzo mnie to cieszy, a jeśli jest to krytyka to postaram się pisać lepiej. Pozdrawiam, trzymajcie się! xoxoxoxox

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział szósty

Obudziłam się z krzykiem w środku nocy. Okazało się, że była dopiero 3.00. Cała spocona ze strachu wstałam z łóżka i trzęsącymi się rękoma zabrałam zapalniczkę i papierosy. Wyszłam na balkon i usiadłam na zimnych kafelkach. Ciągle zadawałam sobie pytanie dlaczego to akurat ON musiał mi się przyśnić i to do tego w takiej roli. Wypalałam już trzeciego papierosa i nadal nie mogłam się uspokoić. Nagle w domu chłopaków, w pokoju naprzeciwko zapaliło się światło. 3.00 w nocy, a oni nie śpią? Ciekawiło mnie czyj to pokój, lecz gdy ujrzałam lokatą czuprynę wszystko stało się jasne. Aż wzdrygnęłam się na wspomnienie mojego snu. Dziwne myśli ciągle krążyły po mojej głowie. Dokończyłam papierosa i położyłam się znów do łóżka. Na szczęście teraz zasnęłam bez problemów.
                                                     *Perspektywa Harrego* 

Była 3.00 w nocy, a ja nadal nie spałem. Ten dzisiejszy dzień mnie totalnie rozstroił. Myślałem, że Klaudia tak pospolicie mówiąc „na mnie leci”. Okazało się być totalnie inaczej. Dała mi kosza i to w taki sposób. Czułem się z tym co zrobiłem bardzo źle. Jak mogłem być takim dupkiem?! Moje zachowanie było tak strasznie szczeniackie. Znam ją raptem kilka godzin i co sobie wyobrażam? Jedyne słowo jakie przychodziło mi do głowy to masakra. Wstałem z łóżka, zaświeciłem światło i udałem się do łazienki. Spojrzałem w lustro. Podkrążone oczy, niesforne loki jak zwykle w nieładzie i brak tego uśmiechu, który zawsze gościł na mojej twarzy to wszystko co widziałem. Oprócz tego w moich zielonych oczach nie tańczyły jak zazwyczaj iskierki radości, szczęścia czy pożądania. Były puste, bez żadnego wyrazu. Gościł w nich wstyd i smutek. Przepłukałem twarz wodą i znów wróciłem do mojej sypialni. Ona mnie zaczarowała. Kilka sekund patrzenia w jej duże zielone oczy wystarczyło by mnie zaczarować. Teraz w głowie miałem tylko jej oczy, uśmiech i twarz. Nigdy takiego czegoś nie czułem. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Już miałem się znów kłaść, gdy zobaczyłem, że w domu Klaudii świeci się światło. Czyli nie tylko mi doskwierała bezsenność. Byłem ciekawy czyj to pokój, ale nie miałem jak tego sprawdzić. Postanowiłem się położyć. Na szczęście tym razem sen dopadł mnie szybko i już po chwili podróżowałem po krainie Morfeusza.

Wtorek, 2 Lipca 2013r.

                                                       Następny dzień

                                                    Perspektywa Klaudii

Obudziły mnie ciepłe promienie słońca wpadające przez okno do sypialni. Wstałam z łóżka i zerknęłam na wyświetlacz mojego telefonu. Wskazywał on godzinę 10.00. Muszę przyznać, że nawet się wyspałam. Postanowiłam iść pobiegać, ponieważ dawno tego nie robiłam. Weszłam do łazienki aby się odświeżyć. Umyłam twarz, zęby i związałam włosy w wysokiego kucyka. Wybrałam sportowy strój i wyszłam z pokoju.  
Udałam się do sypialni Oli aby pożyczyć jej MP4. Weszłam po cichu, bo myślałam, że jeszcze śpi. Jednak się myliłam. Ola była w łazience i odbywała poranną toaletę. Poczekałam aż wyjdzie i to co zobaczyłam lekko mnie zszokowało. Ola miała na sobie bardzo krótką i seksowną koszulkę nocną. 


Na pewno był do kolejny prezent od jej chłopaka, Dawida. On jak dla zawsze był odrobinę zboczony, ale bardzo go lubiłam. 

Byłam ciekawa jak potoczy się ich związek na odległość.
-O już nie śpisz.-powiedziałam, gdy dziewczyna zauważyła mnie.
-No właśnie przed chwilą wstałam. A co Ty tu robisz?-zapytała mnie.
-Przyszłam pożyczyć MP4, bo idę biegać.-odpowiedziałam jej.
-Jasne, łap.-rzuciła w moją stronę odtwarzacz i uśmiechnęła się.
-Dzięki, a jak jak już wstałaś to może zrobiłabyś jakieś śniadanko.-zrobiłam słodkie oczka.
-No dobra, dobra.-odpowiedziała przewracając oczami.
-Dzięki, a swoją drogą to fajna koszulka. - puściłam jej oczko.
-Haha, dzięki.-uśmiechnęła się.
Pomachałam jej i zeszłam na dół. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Włączyłam muzykę i zrobiłam rozgrzewkę, później pobiegłam w stronę parku. 

                                                     Perspektywa Oli
Zeszłam do kuchni, ponieważ Klaudia prosiła mnie o zrobienie śniadania. Włączyłam sobie radio i zaczęłam gotować. Uwielbiałam to robić. Postanowiłam zrobić ogromne śniadanie. Zaczęłam od przyrządzania tostów. Gdy był ich cały talerz zabrałam się za naleśniki. Z nimi też dość szybko się uwinęłam. Przyrządziłam również jajecznicę i omlety z pomidorami. Do tego ogromna sterta kanapek. Wycisnęłam sok ze świeżych pomarańczy i wstawiłam wodę na herbatę i kawę. W tym momencie w radiu zaczęła wybrzmiewać jedna z moich ulubionych piosenek, a mianowicie Toploader- Dancing in the Moonlight. 

Tak jak zwykle mi się to zdarzało przy tej piosence zaczęłam tańczyć i śpiewać. Później mój śpiew zamienił się w krzyk, a taniec w bardzo dziwne i głupie wygibasy. Jednak nie przeszkadzało mi to wcale. W końcu byłam sama. Klaudia poszła biegać, a Weronika jeszcze spała, więc mogłam sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa. Gdy piosenka się skończyła otarłam czoło z potu i cicho odetchnęłam. Po chwili usłyszałam za sobą oklaski i gwizdy. Odwróciłam się i zobaczyłam jak całe One Direction zwija się ze śmiechu. Zrobiłam się czerwona jak burak i uderzyłam się otwartą dłonią w twarz. Stałam jak słup soli, a oni patrzyli na mnie bardzo dziwnym wzrokiem.
-Wiem, że się przed chwilą wygłupiłam, ale nie musicie się tak patrzeć. Siadajcie, zapraszam na śniadanie.- powiedziałam zapraszając ich gestem ręki do kuchni. -Chyba, że chcecie zjeść w salonie?-dodałam.
-Nie, nie tu jest dobrze, dzięki. Tylko nie chodzi o to przed chwilą.-wyjaśnił mi Harry.
-To o co chodzi?-zapytałam zdezorientowana.
-Ola, no bo widzisz nam Twój strój wcale nie przeszkadza, a raczej pasuje nam, że go masz, ale po prostu dziwi nas to, że się nie krępujesz.-powiedział Zayn dziwnie poruszając brwiami.
-Co? Jaki strój?! Czekajcie. O matko!- wydarłam się i biegiem popędziłam na górę. Boże, przecież ja byłam w mojej bądź co bądź bardzo wyzywającej koszuli nocnej. Szybko wybrałam strój. 

Po ubraniu się zeszłam na dół i usłyszałam otwieranie się drzwi wejściowych.
-O, wróciłaś!-krzyknęłam przyjaźnie, gdy zobaczyłam wchodzącą do domu Klaudię.
-No wróciłam, jak widać, a co stęskniłaś się za mną Myszorku?-zapytała szczerząc się. Dobrze wiedziała, że nienawidzę jak się tak do mnie zwraca.
-Ugh, ile razy mam Ci powtarzać żebyś tak do mnie nie mówiła?!-zapytałam z udawanym oburzeniem na co ona tylko się zaśmiała.-A poza tym chodź, mamy gości.- powiedziałam i pociągnęłam ją w stronę kuchni.
-O już się ubrałaś.-powiedział Harry.-Trochę szkoda.-dodał robiąc smutną minę. Klaudia patrzyła na nas z miną typu WTF, a ja nie umiałam wytrzymać ze śmiechu.
-Hejo! Ja tu jestem.-powiedziała.- I totalnie nie ogarniam o co chodzi, ale boję się wnikać w to co się tu stało.-potrząsnęła głową, a w tym momencie cała nasza szóstka wybuchła niepohamowanym śmiechem.-Dobra ja stąd idę, a Werczi jeszcze śpi?-zapytała patrząc na mnie.
-A jak myślisz?-odpowiedziałam jej pytaniem na pytanie. Weronika była totalnym śpiochem. Jeśli wczoraj położyła się o 1.00 w nocy to można było się spodziewać, że wstanie około 12.
-Czyli śpi.-wzruszyła ramionami i udała się na górę.

                                                    Perspektywa Klaudii
Totalnie nie ogarniałam tego o co chodziło Harremu. Na pewno wydarzyło się coś ciekawego kiedy mnie nie było. Nie miałam pomysłu co to mogło być. Weszłam po schodach na górę i udałam się do mojego pokoju. Ciepłe promienie słońca ogrzewały całą moją sypialnię. Jak widać Londyn nas polubił, bo jak na razie nie pada. Oby było tak jak najdłużej. Weszłam do łazienki. Ściągnęłam z siebie spocone ubrania i wrzuciłam je do pralki. Wzięłam szybki prysznic, aby się odświeżyć. Owinięta w ręcznik wróciłam do pokoju i zaczęłam grzebać w szafie w poszukiwaniu jakiegoś stroju. Na dworze było bardzo ciepło, a można by powiedzieć, że nawet gorąco. Postawiłam więc na to:

Włosy rozczesałam i spięłam w niedbałego koka. Zrobiłam lekki makijaż i już miałam schodzić na dół, gdy usłyszałam dźwięk dzwonka mojego telefonu. Szybko rzuciłam się na łóżko w poszukiwaniu urządzenia. Po chwili trzymałam je w swoich rękach i patrzyłam na wyświetlacz z niedowierzaniem. Dzwoniła Marzena. Moja kochana Marzenka. 

Przeciągnęłam po ekranie zieloną słuchawkę i zaczęłam rozmowę.
-Halo?-powiedziałam do słuchawki.
-Klaudia!-usłyszałam uradowany głos dziewczyny. -Co u Was miśki? Już w Londynie?- zapytała.
-No już drugi dzień, a co u Was? Jak podróż? Jak Mateusz?-zadawałam pytania z prędkością światła.
-Haha, u nas wszystko dobrze. Właśnie jesteśmy w Nowym Jorku. Jest cudownie. Wczoraj zwiedzaliśmy miasto, a dzisiaj wieczorem wybieramy się na Time Square. - opowiedziała mi.
-Wow, to fantastycznie. Wy to się macie dobrze.- westchnęłam.
-A Wy nie?! Nie przesadzaj. -zaśmiała się.
-No wiesz ja na przykład nie zwiedzam z miłością mojego życia całego świata.- westchnęłam smutno.
-Oj, Ty to się już chyba nigdy nie zmienisz. Zawsze ci źle.- byłam pewna, że gdyby tu stała właśnie pokazywałaby mi język.
-Nie mam zamiaru się zmieniać. Zawsze Ci będę zrzędzić nad głową. - zaśmiałam się.-Ale co z Londynem? Macie go w planach prawda? Kiedy wpadacie?- zapytałam.
-Właśnie po to dzwonię. Możemy się u Was zatrzymać, a co do daty to jeszcze pogadamy. - powiedziała cicho.
-No i czego Ty się jeszcze pytasz. Jasne, że tak. - odpowiedziałam uradowana.
-To świetnie. Bardzo się cieszę i dziękuję.-dodała.
-Nie masz za co, ale sądzę, że powinnyśmy kończyć bo za bardzo Cię naciągnę na kasę.- odpowiedziałam.
-Tak, masz rację. Pogadamy jak przyjadę. Trzymaj się, pa.-powiedziała
-Ty też, narka.-powiedziałam i rozłączyłam się.
Marzena jest tak jakby czwartą z naszej paczki. Niestety nie ma jej z nami, ponieważ kilka miesięcy temu wyjechała ze swoim chłopakiem w podróż dookoła świata. Wszystkie bardzo za nią tęskniłyśmy. Teraz w końcu nas odwiedzi i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Natomiast Mateusz to chłopak Marzeny i zarazem kuzyn Oli. Na początku nie za bardzo przypadł mi do gustu, ale później bardzo go polubiłam. 

 Schowałam telefon do kieszeni spodenek i uradowana zbiegłam do kuchni. Zaczęłam się drzeć jak głupia.
-Ola! Marzena przyjedzie!-krzyknęłam i wskoczyłam przyjaciółce na plecy. Najpierw zrobiła zdezorientowaną minę, ale później zaczęła skakać i krzyczeć ze mną. Złapałyśmy się za ręce i podskakując krzyczałyśmy: „Marzena przyjedzie! Marzena przyjedzie!” Gdy się od siebie oderwałyśmy chwyciłam Louisa za głowę i mocno pocałowałam go w policzek. Ola w tym momencie mocno uściskała Liama. Miny chłopaków były bezcenne, ale po chwili uświadomiłyśmy sobie co właśnie zrobiłyśmy.
-Przepraszam.-odchrząknęłam, a oni zaczęli się śmiać.
-To chociaż powiedzcie nam co takiego się stało, że się tak cieszycie.- powiedział Liam. No tak przecież cały czas rozmawiałyśmy po polsku.
-Nasza przyjaciółka przyjedzie do nas za kilka dni. Dawno jej nie widziałyśmy i dlatego się tak cieszymy.- odpowiedziałam na jednym wdechu.
-To super.-powiedzieli chórem, a w tym momencie do kuchni wparowała cała rozkopana i zaspana Weronika. Ona miała na sobie tylko to: 
Boże czy one nie mają normalnych piżam? Zapytałam sama siebie.
-Czy w tym domu nie można się nawet wyspać?!- zapytała po polsku podniesionym głosem. Najwidoczniej nie zauważyła chłopaków.
-WOW.- ciche westchnięcie wydobyło się z ust Harrego, a Weronika od razu odwróciła się w stronę stołu.
-O Boże!- pisnęła i biegiem wybiegła z kuchni.
-Haha, powtórka z rozrywki.- powiedział Zayn zanosząc się ze śmiechu.
-Dlaczego?- zapytałam, bo dalej nie wiedziałam co się stało.
Chłopcy mi wszystko wytłumaczyli, a Ola tylko nabierała coraz mocniejszych rumieńców. Po tym jak skończyli swoją opowieść wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. Po chwili dołączyła do nas Weronika. Jak przystało na nią w bardzo eleganckim stroju.

Usiedliśmy przy stole wspólnie zajadając śniadanie. Właśnie podeszłam do blatu by nalać sobie soku i usłyszałam to pytanie:
-Co to?- usłyszałam głos Nialla.
-Ale co?-zapytałam obracając się.
-To co masz na plecach.-odpowiedział, a wtedy oczy wszystkich zwróciły się na mnie. Ta bluzka zdecydowanie zbyt dużo odkrywała.
-Hmmm, a co ona ma na plecach?- zapytał zaciekawiony Harry.
-Nic nie mam.- wystawiłam mu język.
-Jak to? Ja widziałem.- dodał Lou dumnie bijąc się po piersi.
-Oj, no pokaż im ten tatuaż.-powiedziała Weronika, a ja miałam ochotę ją udusić.
-TATUAŻ?!-wykrzyknęli chórem o mało co się nie dławiąc przeżuwanym pokarmem.
Odwróciłam się i pokazałam wszystkim tatuaż, który znajdował się na moich plecach.

-WOW...- taka była ich reakcja.
-A masz jeszcze jakiś?-zapytał Harold śmiesznie poruszając brwiami. Chyba sobie jednak nie odpuścił.
-Mam.-odparłam beznamiętnie.
-To pokaż.- wyszczerzył się.
-Chyba śnisz.- odpowiedziałam i wystawiłam mu język.

Po śniadaniu chłopcy musieli jechać na jakiś wywiad, więc pożegnałyśmy się z nimi, posprzątałyśmy po posiłku i udałyśmy się do salonu. 
====================================================== 
Hej kochani! Jest szóstka! Jak dla mnie troszkę nudny ten rozdział, ale co Wy o nim myślicie? Bardzo dziękuję za wszystkie motywujące komentarze, a szczególnie chcę podziękować Agacie Brezza i Zaczarowanej 1D, bo własnie one pod każdym rozdziałem dodają bardzo pozytywne i motywujące komentarze. Dziękuję również moim przyjaciółkom Marzenie i Oli za pomysły i bardzo wielką motywację. Również dziękuję wszystkim anonimowym czytelnikom za miłe komentarze. Pozdrawiam, trzymajcie się! xoxoxoxoxoxoxox

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział piąty

-Też tak sądzę...-odpowiedziałam.



Po tych słowach chwyciłam go mocno za ramiona i nachyliłam twarz ku jego twarzy tak jakbym chciała go pocałować. Tym właśnie odwróciłam uwagę od mojego kolana, która właśnie zgięłam i wycelowałam w czułe miejsce każdego mężczyzny. Kopnęłam go i odsunęłam się odrobinę. Styles najpierw zrobił bardzo zdziwioną minę, ale po chwili zgiął się w pół z bólu.
-Zrozum, ze mną się tak nie postępuje. Ja nie jestem jakąś łatwą lalą. No i oczywiście chyba nie chcesz żeby chłopcy dowiedzieli się o tym co się tu stało.-powiedziałam
Harry nic nie odpowiedział.
-Weź jeszcze szklanki i sok.-dodałam jak nigdy nic i wyszłam z kuchni zabierając wypieki.
Co on sobie wyobrażał?! Może od razu, że mnie przeleci. Boże... Mam nadzieję, że się już ogarnął.-pomyślałam wchodząc do salonu.
-A gdzie Harriet?- zapytał Zayn, gdy zobaczył, że nie ma go ze mną.
-Został jeszcze, bo miał wziąć sok i szklanki.-odparłam, a w tym samym czasie do pokoju wszedł Harry. Nie dał nic po sobie poznać.
-O matko! Ciasto!-krzyknął Niall.
-A jakie?-zapytał Louis.
-Tarta bananowo-marchewkowa.-odpowiedziałam podając Louisowi talerzyk z kawałkiem ciasta.
-Gdybym nie miał dziewczyny już prosiłbym Cię o rękę.-powiedział szeroko się do mnie uśmiechając.
-Ej, ej, ej ona zostanie moją żoną.-powiedział blondynek i przerzucił mnie sobie przez ramię maszerując do kanapy.
Posadził mnie na niej tuż obok siebie i Zayna.
-A teraz będę Cię karmił, bo skoro jesteś żarłokiem to musisz tak wyglądać.- powiedział biorąc ciastko ze stołu i kierując je w stronę mojej twarzy.
-Mnie tu nie było raptem 5 minut, a wy już coś głupiego wymyśliliście. Ja nie chcę być gruba, ok?-powiedziałam, ale dla Nialla nie było to ważne. Otworzył mi buzię i wcisnął do niej całe ciastko, które z trudem pogryzłam i połknęłam. Po tym jeszcze nakarmiłam Nialla i przy okazji Zayna ciastem, które sama też zjadłam. Potem jeszcze chwilę rozmawialiśmy, a ja odezwałam się do Zayna szeptem:
-Idziemy zapalić?-zapytałam.
-Ty palisz?-odpowiedział mi również szeptem na co ja pokiwałam twierdząco głową.
-To idziemy.-dodał i wstaliśmy z kanapy.
Ja podeszłam do szafki po papierosy i zapalniczkę, a Zayn czekał na mnie przed wyjściem na taras. -Gdzie idziecie?-zapytał zaciekawiony Harry. Odezwał się dopiero teraz od incydentu w kuchni.
-Zapalić idziemy.- powiedziałam z uśmiechem. Nie wiem dlaczego, ale w ich towarzystwie nie potrafiłam się nie uśmiechać. Mimo tego, że Harry potraktował mnie jak zwykłą panienkę do towarzystwa nie mogłam, nie potrafiłam być aż tak zła. W końcu już się na nim odegrałam i myślę, że on też przemyślał swoje postępowanie i zmienił zdanie o mnie, a ten kop nie był zbyt bolesny i nie uszkodziłam mu niczego.
Otworzyłam drzwi tarasu i i wyszłam wraz z Zaynem. Każdy odpalił papierosa ze swojej paczki i zaciągnął się dymem. Po kilku sekundach ciszy Zayn odezwał się:
-Od kiedy palisz? Wiesz, że to szkodzi?-zapytał.
-Wiem, że to szkodzi, ale przecież ty też palisz.-odpowiedziałam.
-Staram się ograniczać.-odpowiedział mi.
-Ja też się staram.-odarłam tylko. - Nie mówmy już o paleniu, dobrze?-dodałam.
-Jasne, masz rację. To będzie najlepszy pomysł.-odparł i się zaśmiał.-Idziemy już?-zapytał gdy zgaśliśmy nasze fajki.
-Jasne.-odparłam i weszliśmy do środka.
Znów rozsiadłam się wygodnie na kanapie i zaczęłam wpatrywać się w ekran telewizora, który niedawno został włączony. Oglądałam ten film już kilka razy i nie bardzo miałam go ochotę oglądać po raz kolejny. Uświadomiłam sobie, że siedzę obok Zayna. Odezwałam się do niego.
-Zayni...-powiedziałam przeciągając każdą literkę jak małe dziecko.
-Hmm?-zapytał patrząc na mnie.
-Daj włoski.-powiedziałam uśmiechając się jak małe dziecko, które właśnie dostało ogromnego lizaka.
Zayn zrobił bardzo dziwną minę, a reszta wybuchła ogromnym śmiechem.
-O nie, nigdy w życiu!-wykrzyknął przestraszony Zayn.
-No plosę.....-powiedziałam robiąc smutną minkę i oczy jak kot ze Shreka. Nie mógł mi się oprzeć.
-Oj, no dobrze. Ale nie zrób im nic złego. Moje kochane włoski.-powiedział mulat siadając na podłodze przede mną.
Zaczęłam się nimi bawić i czochrać, a wszyscy przyglądali mi się z rozbawieniem.
-Buahahahahahahahaah.-zaczęłam się złowrogo śmiać, gdy skończyłam, a chłopcy aż podskoczyli.
-Aż tak źle?-zapytał ze strachem w głosie Zayn.
-Hhaha nie, nie jest ok, hahah.-powiedział ze śmiechem Niall.
-Nie no dziewczyno coś ty mi zrobiła?!-krzyknął Zayn i pobiegł do przedpokoju aby zobaczyć się w lustrze. -O matko!-wrzasnął gdy już się tam znalazł, a my nie potrafiliśmy wytrzymać ze śmiechu.
Co on chciał? Przecież wyglądał ślicznie! 

-Zabiję Cię!-krzyknął i rzucił się w moją stronę. Już po chwili leżałam na podłodze i byłam łaskotana przez Malika.
-Zo.. zostaw mniiee juuu ż ż prooszę.-mówiłam przez śmiech.
-O nie, nie, nie moja droga. Ze mną się nie zadziera.-powiedział.-Chłopaki bierzcie te dwójkę i pomóżcie mi.-kiwnął na resztę, a już po chwili one również leżały obok mnie i były torturowane. Można powiedzieć, że zostałyśmy załaskotane na śmierć. Wymęczone i ze łzami w oczach od śmiechu usiadłyśmy w końcu na kanapie ciężko oddychając.
-Jak mogliście?-zapytałam na co oni tylko wzruszyli ramionami.-Ehhh kiedyś się zemszczę, obiecuję.-dodałam kładąc się na kolanach Weroniki.
-Oj biedactwa.-powiedział ze śmiechem Lou.
-Ty, LouLou nie bądź taki mądry, bo Cię kara spotka.-powiedziałam grożąc mu pięścią.
-Dobra, dobra coś nie wierzę. Jednak ma jedna pytanie skąd ty bierzesz te zdrobnienia? Masz jeszcze jakieś?-zapytał mnie.
-No baa.-odparłam.-Mogłabym Cię nazywać Louis, Lou, LouLou, Marchewka, Tommo, Pasiasty. Oj dużo tego.-powiedziałam, gdy już nie chciało mi się wymieniać.
-Dobra, ale Marchewka to będzie Twoje przezwisko. Zgoda Marcheweczko?- zapytał śmieszek.
-No jasne.- powiedziałam z uśmiechem i przybiłam mu piątkę. Oj, coś czuję, że chłopcy w naszym towarzystwie nie będą bezpieczni.
-A mnie jak byś nazwała?-zapytał Nialler jedząc ciastko.
-Hmmm... Niall, Nialler, Niallerek, Żarłok, Blondynek, i oczywiście Irish Boy.-powiedziałam, a on aż otworzył buzię.
-Wow, nie wiedziałem, że mogę mieć aż tak dużo imion.-odrzekł mi zafascynowany, a ja się tylko zaśmiałam.
-Tak, tak bardzo.-powiedział Harriet siadając po turecku na fotelu.-A ja?
-Hmm Ty... Może Harry, Hazza, Hazz, Harriet, Hazzuś, Harold, Loczek, Lokers. No nie wiem jak jeszcze.-odparłam.
-Dobra, rozumiem wszystko, ale Harriet?-zapytał robiąc wielkie oczy.
-No co, ładnie. - wzruszyłam ramionami.
-Mi tam się podoba.-powiedział Zayn.- A mnie jak byś nazwała?
-Ty będziesz Zayn, Zayni, Lustereczko, Laluś, Piękniś. - odpowiedziałam mu.
-Ty tak serio?-zapytał z rozbawieniem.
-Ale, że co?- zapytałam udając, że nie wiem o co chodzi.
-No Lauś, Piękniś, Lustereczko?! - zapytał oburzony.
-Oj tam, oj tam.-odpowiedziałam rozbawiona.
-To się boje pytać jak mnie byś nazwała. - powiedział do mnie przestraszony Liam.
-Nie no dlaczego. Ty mógłbyś być Liam, Li, Daddy, Liaś.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-A to w takim razie fajnie.-odrzekł mi, a ja się uśmiechnęłam.
Posiedzieliśmy jeszcze razem odrobinę i koło północy chłopcy zaczęli się zbierać do siebie. Wymieniliśmy się wszyscy numerami, chłopcy pożegnali nas buziakiem w policzek, przytulasem i poszli do swojego domu.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że to właśnie ONI będą naszymi gośćmi?!-zaczęła krzyczeć na mnie Ola.
-Spokojnie dziewczyno, spokojnie. To miała być przecież niespodzianka!-powiedziałam na uspokojenie dziewczyny.
-No dobra, dobra, ale swoją drogą to niespodzianka bardzo udana muszę przyznać.- zaśmiała się.
-No a jak, w końcu moja niespodzianka.-powiedziałam dumna.
-Dobra, dobra, ale teraz ruszać dupy idziemy spać, a tu trzeba jeszcze posprzątać.-powiedziała jak zwykle ogarnięta Weronika.
-Spoko.-odpowiedziałam tylko i zabrałyśmy się za zbieranie brudnych naczyń. Wszystko wstawiłyśmy do zmywarki i każda udała się do swojej sypialni. Pożegnałyśmy się tylko krótkim dobranoc i rozeszłyśmy się do swoich pokoi. Wzięłam krótki prysznic, przebrałam się w piżamę i już miałam się kłaść, gdy naszła mnie ochota na papierosa. Wzięłam paczkę, zapalniczkę i wyszłam na balkon. Z mojego balkonu jak już wspominałam był idealny widok na dom chłopaków. Okazało się, że jeszcze nie spali. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodenek piżamy i zaczęłam pisać sms'a.
Do Liam: Jeszcze nie śpicie? Nieładnie. :D
Już po chwili dostałam odpowiedź.
Od Liam: A ładnie to tak podglądać sąsiadów? I do tego jeszcze palić?! :D

Do Liam: Oj tam, oj tam. :) To nie moja wina, że mam takie widoki. :D Bądź co bądź nawet fajne te widoczki. :P

No odpowiedź oczywiście nie musiałam długo czekać.

Od Liam: Hahaha a ja myślałem, że tylko Harry jest taki zboczony. :P

Do Liam: Oj Liam, Liam ty już lepiej się połóż spać, bo głupoty zaczynasz gadać. :P

Od Liam: Skoro tak mówisz, to pójdę spać, ale ty już nie pal i też zmykaj spać. Xoxo
Do Liam: Mam taki zamiar. Dobranoc Wam wszystkim xoxoxox.

Od Liam: Dobranoc mała :D xoxoxox Śpij dobrze.

Do Liam: Ty też duży xoxox.

Pomachałam jeszcze chłopakom przez okno i położyłam się do łóżka. Cały czas się uśmiechałam. Naprawdę bardzo polubiłam chłopaków. Byli świetni. Niesamowite było tylko to, że tak szybko się do nich przekonałam. Właśnie chłopcy byli pierwszymi osobami, z którymi tak szybko złapałam tak dobry kontakt. Oprócz nich były to tylko dziewczyny. Było to dla mnie bardzo dziwne, a zarazem strasznie niesamowite. Z wielkim uśmiechem zasnęłam.

*Biegnę przez las. Jest ciemno i pada deszcz. Tak strasznie się boję. Uciekam ile sił w nogach. Boję się, że w końcu mnie dogoni. Potykam się o gałąź i upadam.
-Kochanie przecież i tak mi nie uciekniesz!-słyszę jego ochrypły głos. Jest blisko. Zaraz mnie znajdzie. Muszę uciekać. Wstaję i próbuję biec. Wiem, że muszę. Jeśli teraz mnie znajdzie już nie będzie się nade mną litował. Zabije mnie. Tak doskonale to wiem, sam przecież mi to powiedział.
Znów słyszę jego krzyk:
-Klaudia! Wracaj! Inaczej będzie z Tobą naprawdę źle!-zdenerwował się. Zaraz mnie dopadnie. Nie mogę mu na to pozwolić. Biegnę, ciągle i przed siebie. Potykam się, upadam, wstaję i uciekam dalej. Nie mogę dać się złapać.
-Jeśli sama się nie pokażesz to ja Cię znajdę, a wtedy pożałujesz, że się urodziłaś! Słyszysz mnie do cholery?!Kochanie!-słyszę ten jego szyderczy śmiech. Kpi zemnie, tak jak zawsze z resztą. Zawsze uważał, że jestem słaba i nie poradzę sobie. Uważa, że bez niego sobie nie poradzę. Nie mogę się teraz poddać, nie w tej chwili. Dam radę. Znów podnoszę się z ziemi i zaczynam od nowa swój maraton. Będę uciekać, nie mogę mu pokazać, że jestem słaba, że go potrzebuje. Jest mi coraz ciężej biec. Musiałam sobie coś zrobić w nogę. Czuję, że już nie dam rady, ale biegnę. Kolejny raz upadam. Już nie jestem w stanie się podnieść. Jestem zbyt słaba. Doczołguję się tylko do pnia wielkiego drzewa i modlę się, żeby mnie nie znalazł. Jednak moje modlitwy idą na marne.
-Tu jesteś. Myślałaś, że mi uciekniesz? Co to, to nie, ode mnie się nie ucieka skarbie. Zapamiętaj to sobie. Na zawsze...- jego kasztanowe loki opadają mu na czoło, gdy uklęknął obok mnie.
-Proszę Cię zostaw mnie w spokoju. Błagam.-mówię cichutko ze strasznymi obawami w głosie.
-Chyba żartujesz. Nie zostawię tu mojej księżniczki samej.- prycha mi prosto w twarz.
-Proszę...-łkam. Znów pokazuję mu, że jestem słaba.
-Już coś powiedziałem. Wstawaj!- z jego ust wydobywa się olbrzymi krzyk. Echo roznosi się w tym pustym lesie.
Pokornie wykonuję jego polecenie. Chwytam jego wyciągniętą dłoń. Gdy jestem w połowie drogi do wyprostowania się on puszcza moją rękę. Znów upadam w błoto. Czuję ogromny ból.
On bierze zamach i kopie mnie. Jeden raz, drugi, trzeci. Zwijam się z bólu. Teraz używa swoich pięści. Pluję krwią. Oprócz tego sączy się ona z mojego nosa, brwi i pewnie całego ciała.
-Teraz możemy wracać do domu kochanie.-mówi głaskając mnie po włosach.
Patrzę w jego zielone oczy. Dotykam dłonią jego policzka. On nie protestuje.
-Harry.... Dlaczego znów to zrobiłeś? Dlaczego?-odpowiadam mu ze łzami w oczach.* 
======================================================= 
Hej kochani! No i mamy piąteczkę! Jak Wam się podoba? Komentujcie i mówcie mi co sądzicie o tym blogu. 
+ Bardzo dziękuję Wam za te ponad 1000 wyświetleń. Jesteście najlepszymi czytelnikami na świecie! xoxoxoxoxoxxoxoxo

środa, 22 stycznia 2014

Zwiastun :)

Hej kochani! Dzisiaj przychodzę do Was nie z rozdziałem lecz z zwiastunem.
Tutaj macie link:
http://youtu.be/C-My980sK50
Zapraszam Was do oglądania i komentowania! :)

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział czwarty

Poniedziałek, 1 Lipca 2013r.
                                              *** Jakiś czas później***
Zaczynałam się powoli wybudzać. Teraz już słyszałam wszystkie głosy, ale nie miałam siły aby otworzyć oczy. Powoli zaczęłam uchylać powieki, ale poczułam ogromny ból i zrezygnowałam. Niedokładnie pamiętałam co się stało. Postanowiłam jeszcze raz spróbować. Tym razem szybko otworzyłam oczy i o dziwo udało mi się ich nie zamknąć.
-Nareszcie się Pani obudziła.-odezwał się jakiś uradowany męski głos.
-Moja głowa.-jęknęłam cicho i złapałam się za głowę.
-Zaraz Panią zbadamy, spokojnie.-dodał ten sam głos.-Potrafi Pani wstać?- zapytał i wyciągnął w moją stronę rękę, którą po chwili chwyciłam. Muszę przyznać, że nie tylko głowa mnie bolała. Całe moje ciało było obolałe.
-Dziękuję.-powiedziałam cicho i zaczęłam podążać za mężczyzną na zaplecze sklepu, aby mogli mnie spokojnie zbadać.
Widziałam jak kilku ludzi przygląda się całej sytuacji. Po drodze zauważyłam stertę puszek z kukurydzą, czyli to właśnie ,mnie zaatakowało.
Na zapleczu moja głowa została dokładnie zbadana. Świecili mi jakimś światełkami po oczach i sprawdzali moją koncentrację. W końcu stwierdzili, że wszystko jest w porządku i, że jestem tylko poobijana. Wyszłam z zaplecza i postanowiłam dokończyć zakupy, ale usłyszałam, że ktoś mnie woła:
-Przepraszam czy moglibyśmy chwilkę porozmawiać?-zapytał mnie młody chłopak o brązowych oczach. Nie powiem był nawet przystojny. Krótko obcięty z kilu dniowym zarostem wyglądał naprawdę bosko.
-Jasne, oczywiście tylko nie za bardzo wiem o czym.-odparłam.
-Bo ten wypadek... To wszystko przez nas.- wytłumaczył.
-Przez nas? Ja tu nikogo oprócz Ciebie nie widzę.-powiedziałam rozglądając się, a chłopak tylko się zaśmiał.
-No jest nas więcej. Chłopaki!-krzyknął, a już po chwili obok niego pojawiła się czwórka innych. Kurde skąd ja ich znam? Chwila to oni byli przed Nando's...
-Już wiem!- wtedy właśnie zorientowałam się, że krzyknęłam to na głos, a oni na mnie tylko dziwnie spojrzeli.
-Co wiesz?- zapytał brunet o szaroniebieskich tęczówkach.
-Czy wy jest..-nie zdążyłam dokończyć po przerwał mi chłopak w lokach.
-Tak my jesteśmy One Direction.-powiedział i zaśmiał się. Moje oczy powiększyły się kilkakrotnie.
-WOW, być zasypaną puszkami z kukurydzą przez One Direction to jest coś.- wypaliłam, a oni tylko wybuchnęli śmiechem.
-Tak i właśnie dlatego chcieliśmy Cię bardzo przeprosić... Właściwie to jak masz na imię?-zapytał z uśmiechem.
-Klaudia. Miło mi. - powiedziałam i wyciągnęłam rękę w kierunku chłopaka. Od razu ją uścisnął.
-Liam. Mnie również.- powiedział i po chwili zaczęła mi się przedstawiać reszta chłopaków.
-Louis.-powiedział chłopak o szaroniebieskich oczach. Jemu również uścisnęłam dłoń.
-Niall.- rzekł do mnie blondyn (chyba farbowany).
-Harry.-powiedział loczek i uśmiechnął się ukazując dołeczki w swoich policzkach.
-Zayn.- powiedział chłopak o miodowych oczach.
-Miło mi Was wszystkich poznać.-powiedziałam.
-Nam również.-odpowiedzieli chórem na co ja się tylko zaśmiałam.
-Wy tak zawsze chórem?-zapytałam z uśmiechem.
-Nie zawsze.-odpowiedzieli znowu chórem,a wtedy już wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
-Rozumiem.- powiedziałam tylko.
-Czyli już się nie gniewasz?-zapytał mnie Zayn.
-Nie no co Wy przecież nic mi nie jest.-odpowiedziałam.
-Ale jednak chcielibyśmy się jakoś zrewanżować.-dodał Harry uwodzicielsko się uśmiechając.
-Harry ty zboczeńcu.- powiedział Louis szturchając go łokciem.
-W zasadzie to możecie... Mi pomóc zrobić zakupy.- powiedziałam szczerząc się.
-Jasne nie ma sprawy.- powiedział Liam.
-No to chodźmy. Przy okazji Wy chyba też zrobicie swoje. - powiedziałam, a oni tylko przytaknęli.
Chodziliśmy między półkami i wybieraliśmy potrzebne nam rzeczy. W tym czasie bardziej poznałam chłopaków. Byli naprawdę bardzo mili. Świetnie nam się rozmawiało. Okazało się, że Zayn, Louis i Liam są już zajęci, a Harry i Niall nie. Po tym Harry zaczął się jeszcze dziwniej zachowywać i stał się nawet trochę bezczelny, przynajmniej taki mi się wydawało, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Po wybraniu wszystkich potrzebnych produktów udaliśmy się do kas i każdy zapłacił za swoje zakupy. Wyszliśmy ze sklepu i udaliśmy się do swoich samochodów. Okazało się, że stoją obok siebie na parkingu.
-No, no wypasione masz to autko.-powiedział Zayn, a się tylko zaśmiałam. 

Nie powiem nigdy nie narzekałam na brak pieniędzy i nie mogłam sobie odmówić tego samochodu.
-I co teraz się już pewnie więcej nie zobaczymy?-spytał Louis i zrobił smutną minkę.
Bardzo chciałam ich jeszcze zobaczyć. Polubiłam ich i to w dodatku tak szybko, jak chyba jeszcze nigdy nikogo, ale mieli w sobie coś takiego co tak strasznie przyciągało, biło od nich takie ciepło.
-Wcale tak nie powiedziałam.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Jupi!-krzyknął i twarze wszystkich się rozpogodziły.
-To może teraz ja Wam się odwdzięczę? Zapraszam Was dzisiaj na kolację. - powiedziałam, a blondyn uśmiechnął się szeroko ukazując rząd białych ząbków.
-Czemu nie, świetny pomysł.-powiedział Liam.
-To ja Wam podam adres. To jest takie nowe osiedle domów jednorodzinnych, ulica Kwiatowa 15.-powiedziałam i podałam im karteczkę z adresem.
-Czyli jesteśmy sąsiadami.-powiedział ucieszony Niall.
-Jak to?-zapytałam zaciekawiona.
-No faktycznie. My mieszkamy na Kwiatowej 14.- wyjaśnił mi Zayn.
-Niesamowite.-odparłam.
-Zaraz, w takim razie to Ty sprzątnęłaś nam tamten dom sprzed nosa.-oburzył się Louis.
-Serio? Ja nie wiedziałam.-powiedziałam i popatrzyłam na nich przepraszającym wzrokiem.
-Żartuję.-powiedział Lou śmiejąc się.
-To dobrze Lou.-odpowiedziałam mu.
-Lou? Skąd wiesz, że wszyscy mnie tak nazywają?-zdziwił się.
-Wiesz... Długa historia.- powiedziałam przez śmiech, bo właśnie przypomniało mi się jak Ola ciągle o nich nadawała. Muszę przyznać, że teraz wydawało mi się to nawet słodkie.
-Dobrze, ale opowiesz mi przy kolacji, ale ty sama mieszkasz w tym domu? Przecież on jest ogromny.- powiedział Louis, a chłopcy poparli jego pytanie.
-Wiecie, jestem tak jakby 1/3 mieszkańców tego domu.-wyjaśniłam.
-Czyli nie mieszkasz sama?-zapytał Niall.
-Nie, mieszkam z przyjaciółkami.-odpowiedziałam.
-Mhmm... Robi się coraz ciekawiej.-powiedział Harry pocierając dłonią brodę udając zamyślenie, a ja tylko się zaśmiałam.
-Tak, bardzo, ale poznacie je przy kolacji. Pasuje Wam około 19.30?- zapytałam.
-Jasne.-odparli chórem.
-To do zobaczenia. - pożegnałam się z nimi, a oni wsiedli do samochodu i odjechali machając mi.
Teraz pozostawało mi tylko wymyślić co przygotuję na tą kolację. Mam strasznie dużo różnych produktów, a alkohol był w domu, gdybyśmy chcieli wznieść jakiś toast czy coś. Nie miałam się więc czym przejmować. Wsiadłam do samochodu i odjechałam.
Dojechałam do domu około 17, więc miałam jeszcze ponad 2 godziny. Powinnam zdążyć. Wyciągnęłam z bagażnika zakupy i weszłam do domu.
-Gdzie Ty tak długo byłaś?-zapytała mnie zdenerwowana Weronika.
-Miałam mały wypadek.-oznajmiłam wyciągając zakupy z siatek.
-Jaki wypadek?!-no pięknie to teraz ją serio zdenerwowałam.
-Wywróciła się na mnie sterta puszek z kukurydzą i straciłam na kilkanaście minut przytomność.-wytłumaczyłam spokojnie.
-I mówisz o tym tak spokojnie? To dlaczego chociaż nie odpisałaś czy nie zadzwoniłaś?Martwiłyśmy się.
Wyciągnęłam z kieszeni telefon.
-Cholera, rozładowany. Przepraszam Was bardzo.-powiedziałam.
-No już w porządku.- powiedziała i się uśmiechnęła.
-To świetnie, a właśnie zapomniałabym będziemy mieć gości na kolacji, więc ogarnijcie trochę dom, a ja zabiorę się za zrobienie kolacji. Może tak być?- zapytałam.
-Jasne, tylko powiedz Nam kto to będzie?-powiedziała Ola.
-Hmmm, to niespodzianka.-powiedziałam z uśmiechem.- Ale powinni Wam się spodobać.-dodałam.
-Powinni? Czyli to jakieś ciacha, tak?-zapytała podekscytowana Olka.
-Nic nie powiem.-powiedziałam i przyłożyłam palec do ust.
-No dobra, to do roboty!-krzyknęła Weronika i zabrałyśmy się do pracy.
Włączyłyśmy radio, tak nam się zawsze lepiej pracowało. Ja postanowiłam zrobić sałatkę z kurczakiem i taką zwykłą z samych warzyw. Do tego pieczony kurczak, i ziemniaczki w mundurkach. Sądziłam , że powinno im smakować. Na deser tarta bananowo-marchewkowa i ciasteczka czekoladowe. Gdy wszystko było gotowe, a wypieki siedziały w piekarniku postanowiłam się przygotować. Okazało się, że jest dopiero po 18. Muszę przyznać, że szybko nam poszło. Weszłam do swojego pokoju i postanowiłam wziąć prysznic. Dziewczyny zrobiły podobnie. Prysznic był krótki i orzeźwiający. Wstąpiły we mnie nowe siły. Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam na mojej skroni ogromnego siniaka. Dotknęłam go i syknęłam z bólu. No ładnie mnie chłopaki urządzili-pomyślałam. Rozczesałam włosy i wysuszyłam je. Potem zrobiłam trochę mocniejszy makijaż aby chociaż trochę zakryć siniak, ale i tak wyglądało to naturalnie. Jeszcze nie wiedziałam co zrobić z włosami, więc postanowiłam najpierw wybrać strój. Nie chciałam się zbytnio stroić, ale chciałam również wyglądać elegancko. Wybrałam to: 

Włosy postanowiłam jednak zostawić rozpuszczone.
Weronika wybrała dla siebie taki zestaw: 

Ola postawiła na spódniczkę: 

Wtedy właśnie przypomniałam sobie o ciastach. Pędem zbiegłam do kuchni, ale piekarnik był już wyłączony. Uff jak dobrze, że włączyłam timer. W innym wypadku pewnie nie dużo by z niego zostało. Spojrzałam na zegar, wskazywał 19.10 więc postanowiłam podgrzać kurczaka żeby był świeży i ciepły. Zdążyłam jeszcze podłączyć telefon do ładowarki i usłyszałam dzwonek do drzwi. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i otworzyłam drzwi. Stało w nich pięciu uśmiechniętych chłopaków. Każdy z nich przywitał mnie całusem w policzek, co przyznam trochę mnie zdziwiło, ale oni już tacy byli. Zaprosiłam ich do salonu, gdzie Weronika i Ola właśnie skończyły układać naczynia na stole.
-Dziewczyny poznajcie chłopaków. - powiedziałam z uśmiechem.
Mina Oli była bezcenna. Zapamiętam ją do końca życia.
-To Weronika.-wskazałam na przyjaciółkę.-A to Ola.- powiedziałam wskazując na drugą.
Chłopcy podali dziewczynom dłonie i przedstawili się. Potem wszyscy usiedliśmy do stołu. Bardzo stresowałam się, bo nie wiedziałam czy chłopakom przypadną do gustu moje potrawy.
-To jest pyszne!-krzyknął Niall konsumując sałatkę.
-Dziękuję.- powiedziałam cicho.
-Ty to gotowałaś?-zapytał ze zdziwieniem.
-Tak.-odparłam tylko.
-Zostań moją żoną!-krzyknął, a ja zrobiłam bardzo dziwną minę. Chłopcy tylko się głośno roześmiali.
-To jest nasz żarłok.-wyjaśnił mi Liam na co ja tylko się zaśmiałam.
-Czyli mają coś wspólnego.-wtrąciła Weronika.
-Ty też jesteś żarłokiem?-zapytał z niedowierzaniem Harry lustrując moją sylwetkę, a raczej rozbierając mnie wzrokiem. Muszę przyznać, że trochę mnie to krępowało i denerwowało. Styles był zbyt pewny siebie.
-Nic po Tobie nie widać. - stwierdził Zayn.
-Przestańcie, bo się zarumienię.- powiedziałam oblewając się czerwonymi rumieńcami.
-Bardzo sexi się rumienisz.- powiedział Harry.
-Harry!-krzyknął Lou.
-Co?-zapytał zdziwiony.
-Ty już mnie nie kochasz!- krzyknął i zaczął udawać płacz. Przyglądałam się całej sytuacji z wielkim rozbawieniem.
-Louis to nie tak...-zaczął tłumaczyć Harry na co my wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.
-No dobrze, ale żeby mi to było ostatni raz.-powiedział Louis.
Na tym zakończyła się nasza rozmowa,a ja wyciągnęłam wino i kieliszki. Stwierdziliśmy, że musimy wypić za to, że się poznaliśmy. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy aż wszyscy zjedli. Wtedy zaczęłam zbierać talerze.
-Pomogę Ci. - powiedział Harry i zabierając połowę naczyń i wędrując za mną do kuchni. Zaczynało mnie irytować jego zachowanie. Przez cały czas rozbierał mnie wzrokiem. Wtedy wpadłam na genialny pomysł. Będę się zachowywała tak, aby jeszcze bardziej go nakręcić. Co on sobie w ogóle wyobraża? Myśli, że jak się do mnie uśmiechnie i powie kilka miłych słówek to już jestem jego. Niech się trochę pomęczy. Nie była w moim typie, ale jego zachowanie było aroganckie, szczególnie gdy podczas kolacji bezczelnie patrzył mi w dekolt. Właśnie wkładałam naczynia do zmywarki. Chciałam żeby wyglądało to seksownie. Delikatnie wypięłam pupę i powoli się schylałam. Czułam, że na mnie patrzy, ale udawałam, że tego nie widzę. Wstałam i zaczęłam wyciągać z piekarnika wypieki.
-Pomożesz mi?-zapytałam Harrego, gdy ten nie mógł oderwać wzroku od mojego tyłka. Przecież ja to widziałam!
-Tak, jasne.- powiedział zdezorientowany.
-Talerze są w drugiej szafce na górnej półce.-pouczyłam go.
W tym samym czasie ja usiłowałam ściągnąć z wierzchu szafek dwie patery na ciasteczka i ciasto. Jednak byłam za niska. W tym momencie poczułam czyjeś ciało bardzo blisko mojego. Wiedziałam doskonale kto to. Czułam jego oddech na mojej szyi. Wyciągnął rękę i ściągnął bez problemu naczynia, które później odstawił na blat. Odwróciłam się w jego stronę i chciałam przejść, ale Harry mnie nie wypuścił. Przywarł do mojego ciała bardzo blisko.
-Sądzę, że powinniśmy skończyć już te podchody.-wychrypiał wprost do mojego ucha.
-Też tak sądzę.....-odpowiedziałam.
======================================================================= 
No i jest 4! Jak Wam się podoba? :) 
Ten rozdział chciałabym dedykować mojej ukochanej przyjaciółce Oli, która w środę miała urodziny. <3



poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział trzeci

Niedziela, 30 Czerwca 2013r.
                                         Dzień po imprezie
Obudziłam się około 10 z ogromnym bólem głowy z resztą jak i całego ciała. Wczorajsze imprezowanie dało mi się już we znaki. Okazało się, że obudziłam się jako ostatnia i wszyscy siedzieli już w kuchni jedząc śniadanie. Wszystkiego na stole było bardzo dużo. Muszę przyznać, że moja rodzicielka się spisała. Było pyszne. Po śniadaniu odwiozłam dziewczyny do ich domów a sama poszłam się trochę ogarnąć. Wzięłam prysznic i zrobiłam sobie moją miksturę na kaca. Potem postanowiłam się ubrać jakoś elegancko, ponieważ moi rodzice postanowili urządzić uroczysty pożegnalny obiad.
Wybrałam to.
Nie chciałam się przesadnie stroić, ponieważ to tylko rodzinny obiad. Zeszłam na dół i okazało się, że rodzice przygotowali obiad w jadalni, której bardzo rzadko używaliśmy. Odbywały się tam tylko bardzo ważne uroczystości rodzinne. Muszę przyznać, że znowu miło mnie zaskoczyli. Na stole było bardzo dużo potraw i to w dodatku moich ulubionych. Zaczęliśmy jeść. Śmialiśmy się i rozmawialiśmy zajadając się pysznościami. Było normalnie, tak jak kiedyś. Bez sprzeczek, kłótni i obrażania się. Liczyło się tylko to, że możemy być razem znów jak prawdziwa kochająca się rodzina. Po obiedzie nie skończyła się nasza sielanka. Oglądając telewizję śmialiśmy się i bawiło nas dosłownie wszystko. W domu znów było czuć tą potocznie zwaną rodzinną atmosferę. Siedzieliśmy jeszcze razem do około 14, a później ja wpadłam na pomysł abyśmy wszyscy poszli pokąpać się w basenie. Rodzice jednak postanowili tylko się opalać za to my postanowiłyśmy sobie nie odpuszczać. Przebrałam się w mój turkusowy dwuczęściowy strój i już po chwili wskakiwałam do basenu. Woda była bardzo ciepła. Już po chwili dołączyły do mnie moje siostry. W innym wypadku od razu dzwoniłabym do moich przyjaciółek, ale dzisiaj one też spędzały czas z rodziną. Z moich rozmyślań wyrwał mnie plusk wody. Ugh cała zachlapana, ale co tam oddam im. No i tak właśnie zaczęła się nasza „morska bitwa”. Gdy zaczęło się robić zimno ja postanowiłam wyjść już z basenu. Moje siostry jeszcze zostały. Wytarłam się ręcznikiem, usiadłam na leżaku i zaczęłam się opalać, a przy okazji ogrzewać. Nim się spostrzegłam było już po 18 i zrobiło się trochę chłodno. Jak poparzona udałam się do domu. Przebrałam się w jakieś dresy i poszłam do swojego pokoju dokończyć pakowanie. Tak, tak wiem kto normalny pakuje się na ostatni dzień? Tylko ja. Muszę przyznać, że spakowanie wszystkich ubrań, kosmetyków, butów i rzeczy dla mnie ważnych zajęło mi dość sporo czasu, bo aż dwie godziny. Około 20 zeszłam na dół i okazało się, że kolacja już na mnie czeka. Niby nic specjalnego, tylko kanapki, ale i tak bardzo mi smakowały. Zjadłam umyłam po sobie talerzyk i dołączyłam do reszty oglądającej telewizję. Jednak oglądałam bardzo krótko, ponieważ wiedziałam, że jutro muszę bardzo wcześnie wstać, abyśmy zdążyli dotrzeć na lotnisko, które oddalone jest od mojego miejsca zamieszkania aż o 2 godziny drogi. Wiedziałam, że będzie mi ciężko zerwać się bladym świtem, więc powiedziałam wszystkim dobranoc i udałam się do swojej sypialni. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic i wyszłam z łazienki. Zalogowałam się jeszcze na facebooka, twittera i instagrama.  Popisałam chwilę z Weroniką i Olą na facebooku, a potem wylogowałam się ze wszystkich komunikatorów, nastawiłam budzika na godzinę 5.30 i położyłam się do łóżka. O dziwo sen przybył bardzo szybko i już po chwili odpływałam do krainy Morfeusza.

Poniedziałek, 1 Lipca 2013r.
                                             
                                                 Dzień wyjazdu
Obudziło mnie uporczywe dzwonienie mojego telefonu, a raczej budzika ustawionego w nim. Niechętnie go wyłączyłam i zwlekłam się z łóżka. Wyjrzałam za okno i okazało się, że zapowiada się piękna pogoda. Z tego właśnie względu postanowiłam ubrać się w jakieś
krótkie spodenki czy coś w tym stylu, ale najpierw postanowiłam odbyć poranną toaletę. Umyłam twarz, zęby, uczesałam włosy i spięłam je w kitkę na czubku głowy oraz zrobiłam sobie delikatn makijaż. Z walizki wyciągnęłam taki strój:
Zeszłam na dół i okazało się, że wszyscy już wstali, a w domu były nawet moje przyjaciółki.
-No witaj śpiochu.- powiedziała Weronika na co ja tylko się uśmiechnęłam.
-Co jemy?- zapytałam
-A co byś chciała?- zapytała moja rodzicielka rozkładając talerze.
-A co proponujesz?- odpowiedziałam.
-Hmmm... A co mogę chcieć?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Uwielbiałam to robić.
-Dobra, dobra jedz co chcesz, ale skończcie tą gadkę, bo one- wskazała na moje przyjaciółki- zaraz pękną ze śmiechu. - powiedziała moja siostra Martyna.
-Ok, ok. - przytaknęłam.
Zaczęliśmy jeść. Znów na stole wszystkiego było bardzo dużo i było bardzo pyszne. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się jak nigdy. Po śniadaniu przyszedł czas na najgorsze... Nienawidziłam pożegnań. Byłam twarda, ale gdy miałam się z kimś żegnać i to jeszcze na długo kompletnie się rozklejałam. Na razie żegnałam się tylko z moimi siostrami, ale to i tak w końcu pożegnanie i to z siostrami. No i nastał najgorszy moment. Pierwsza była moja starsza siostra Martyna.
-Tylko uważaj tam na siebie.- powiedziała przytulając się do mnie. Wtedy pierwsze łzy pociekły po moich policzkach.
Ty też.- wydukałam tylko mocniej się w nią wtulając. Oderwałyśmy się od siebie i podeszłam do Laury.
-Grzeczna bądź młoda.- powiedziałam i przytuliłam się do niej.
-Chyba to ja powinnam to mówić.- powiedziała na co obie się zaśmiałyśmy. Oderwałyśmy się od siebie, ponieważ była już pora się zbierać. Ola i Weronika również pożegnały się z moimi siostrami i razem z moimi rodzicami ruszyliśmy do samochodu. Ostatni raz spojrzałam na mój dom, nie poprawka już nie mój dom. Mój dom jest teraz w Londynie. Mimo, że mam mnóstwo zdjęć tego miejsca i jego otoczenia i tak będę strasznie tęsknić. W duchu złożyłam sobie obietnicę, że już niedługo znów tu wrócę. Wsiadłam do samochodu, a tata spakował nasze walizki do bagażnika i już po chwili byliśmy w drodze do Wrocławia na lotnisko.  Było po 7, samolot odlatywał o 10 więc spokojnie zdążymy- pomyślałam. Droga mijała nam w ciszy, jedynie radio wydawało z siebie ciche brzdęknięcia różnych melodii. Nikt się nie odzywał. Nawet nasza Ola, która zawsze była taką gadułą. Wszystkim dziś było smutno. Nawet się nie spostrzegłam, samochód zaparkował przed lotniskiem. Wysiadłam z samochodu i powitały mnie ciepłe promienie słońca. Chwyciłam swoją walizkę za rączkę i zaczęłam ją ciągnąć za sobą do środka. Teraz przyszło pożegnać się z rodzicami. Znów zalała mnie fala smutku. Rodzice podeszli do mnie razem:
-Uważaj na siebie dziecko.-powiedziała mama i pocałowała mnie w czoło.
-I nie rób głupstw. -dodał mój ojciec i uczynił to samo co mama przed chwilą.
-Dobrze, ale od warunkiem, że Wy też będziecie na siebie uważać i nie będziecie robić głupot. Posłałam im ciepły uśmiech i objęłam ich obydwoje razem. Łzy delikatnie spływały po moich policzkach, ale nikt na szczęście ich nie zauważył.
- Muszę już iść. Niedługo Was odwiedzę, obiecuję, ale teraz już naprawdę muszę iść. - powiedziałam i ostatni raz uściskałam moich rodziców. Później rodzice jeszcze pożegnali się z moim przyjaciółkami, a następnie udałyśmy się do odprawy. Przebiegła ona nam dość szybko i sprawnie. Już po chwili siedziałyśmy w samolocie czekając na start. Pewnie dalej nikt by się odezwał, gdyby nie to, że stewardessa kazała zapiąć pasy, bo za chwilę mieliśmy wystartować.  Wtedy właśnie Ola jak zawsze zaczęła panikować.
-AAA spadniemy! Zaraz spadniemy!- krzyczała a my próbowałyśmy ją uspokoić, ponieważ ludzie zaczynali się na nas dziwnie patrzeć.
-Uspokój się, spokojnie, już. - powtarzałam, a dziewczyna powoli się uspokajała. Po chwili samolot znajdował się już w górze.
 Lola też już była spokojna. Siedząc przy oknie podziwiałam cudowne widoki, ale po pewnym czasie zaczęłam się robić senna i odpłynęłam. Obudził mnie głos Weroniki, która poinformowała mnie, że za chwilę lądujemy. Podniosłam się do pozycji siedzącej i zapięłam pasy. Po chwili mogłyśmy spokojnie wysiąść z samolotu. Odebrałyśmy swoje bagaże z taśmy i zaczęłyśmy się kierować w stronę wyjścia. Nie było to proste zadanie, ponieważ na lotnisku kłębiło się mnóstwo ludzi. Gdy stanęłyśmy przy wyjściu okazało się, że na zewnątrz leje jak z cebra. Tak jak moje towarzyszki naciągnęłam na siebie jakąś bluzę i udałam się do wielkich obrotowych drzwi. Modliłam się tylko, aby jak najszybciej złapać jakąś taksówkę. Jak na złość nie jechała żądna wolna. Przemoczona od stóp do głów w krótkich spodenkach machałam ręką jak głupia do każdej nadjeżdżającej taxi. W końcu postanowiłyśmy iść do jakiejś knajpki, aby trochę się osuszyć. Najbliżej okazało się być Nando's . Okazało się, że jednak przeszłyśmy pieszo duży kawałek. Weszłyśmy do środka i zajęłyśmy wolny stolik. Zamówiłyśmy sobie jakieś dania obiadowe i zjadłyśmy ze smakiem. Zdążyłyśmy się już odrobinę wysuszyć i znów ruszyłyśmy w podróż do domu. Ciągnąc bagaże wyszłyśmy na ulicę i tym razem już zadzwoniłyśmy po taksówkę. Przez ten czas siedziałam na walizce, aż nagle zostałam cała opryskana wodą z kałuży przez samochód przejeżdżający ulicą. Wstałam szybko i krzyknęłam tylko „dupek” w stronę samochodu, ale był już tak daleko, że pewnie nie usłyszał. Po chwili usłyszałam za sobą śmiech. Odwróciłam się w tył i zobaczyłam pięciu chłopaków strasznie śmiejących się ze mnie. Prychnęłam tylko i już chciałam im coś powiedzieć, ale nasza taksówka już podjechała. Wsiadłam do samochodu wraz z Olą i Weroniką, a kierowca wsadził nasze walizki do bagażnika. Kątem oka spojrzałam w okno i ujrzałam tych chłopaków teraz już odrobinę poważniejszych. Wzrok ich wszystkich był skupiony na mnie, a ja nie miałam zamiaru przestać patrzeć na nich. Ciągle zdawało mi się, że skądś ich znam, ale odpuściłam sobie szukanie w pamięci skąd. Po chwili dojechaliśmy do naszego nowego domu. Był naprawdę wielki i śliczny.
Od strony frontu znajdował się piękny ogród.
Mimo iż byłam już tu kilka razy teraz wyglądał jeszcze lepiej, chociaż padał deszcz. Weszłyśmy do środka. Bagaże zostawiłyśmy w przedpokoju, rozebrałyśmy buty i weszłyśmy w głąb domu. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam była wizyta w łazience. Wyszłam i udałam się do kuchni gdzie były Weronika i Ola.
- Jakie plany na dziś? - zapytałam wchodząc.
- Ja chcę tylko spać. - odpowiedziała mi Olka.
- Ja też.- dodała Weronika.
- No to będziemy spać.- odparłam.
Nalałam sobie szklankę soku i oznajmiłam dziewczynom, że idę się rozpakować.
Weszłam do mojego pokoju. Był po prostu idealny.
Położyłam walizkę na łóżku i zaczęłam wyciągać z niej rzeczy, które później włożyłam do szafy. Nie zajęło mi to dużo czasu, ale postanowiłam jeszcze chwilę posiedzieć sama. Wyciągnęłam jeszcze moje zdjęcia i poustawiałam je na biurku   i szafkach. Postanowiłam jeszcze zapalić papierosa. Już od dawna próbuję z tym skończyć, ale jakoś nie potrafię. Wzięłam paczkę papierosów i wyszłam na balkon. Odpaliłam jednego i zaczęłam uważnie obserwować otoczenie domu. Z mojego pokoju był idealny widok na dom sąsiadów, pod który właśnie podjechał czarny wan. Szybko zgasiłam papierosa i weszłam do środka, ponieważ nie chciałam żeby pomyśleli sobie, że ich podglądam czy coś w tym stylu. Właśnie wtedy zorientowałam się, że ciągle jestem w moich przemokniętych ciuchach. Wyjęłam z szafy jakieś dresy i postanowiłam wziąć odświeżający prysznic. Muszę przyznać, że był on bardzo długi, ale był bardzo przyjemny po dzisiejszej podróży. Przebrałam się w mój wcześniej przygotowany strój i weszłam z powrotem do pokoju. Okazało się, że jest dopiero po 15. Zalogowałam się na wszystkie portale, ale jak zwykle nic się nie działo. Dodałam na facebooka tylko post o treści: „Witaj Londynie!” i oznaczyłam w nim moje przyjaciółki. Wyszłam ze swojej sypialni i najpierw odwiedziłam pokój Oli. On też był śliczny. Dokładnie w jej guście.
Okazało się jednak, że Lola śpi. Wyszłam po cichu i powędrowałam do sypialni Weroniki.
Ona też spała. Widać było, że zmęczyła ich podróż. Znów po cichu wyszłam i idąc korytarzem do swojego pokoju zatrzymałam się aby spojrzeć na naszą wspólną ścianę.
 Był to pomysł naszej trójki. Dla nas ten napis był bardzo ważny. Delikatnie przejechałam po nim palcami i ruszyłam dalej. Zeszłam do kuchni. Tak jak się spodziewałam lodówka świeciła pustkami.  Popędziłam na górę do swojego pokoju aby się przebrać. Wybrałam dla siebie taki strój, ponieważ było zimno i padał deszcz.
 Zeszłam do kuchni i zostawiłam karteczkę, że wyszłam na zakupy. Zabrałam klucze do domu i zamknęłam go. Wzięłam również kluczyki od mojego samochodu i już po chwili wyjeżdżałam z podjazdu. Podjechałam pod najbliższy market, którym okazało się Tesco. Wzięłam wózek i zaczęłam wkładać do niego potrzebne jedzenie. Zatrzymałam się przy stoisku z owocami i nagle za sobą usłyszałam huk. Zdążyłam się tylko odwrócić i poczułam ogromny ból, a później już tylko ciemność...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Chciałam Was bardzo przeprosić, że rozdział pojawił się dopiero dzisiaj, ale szkoła znów powróciła... :/ A po za tym dzisiaj urodziny Zayna więc życzmy Mu wszystkiego co najlepsze! :*
Pozdrawiam gorąco i zapraszam do komentowania xxx
I znów chcę podziękować za te ponad 500 wyświetleń! Jesteście cudowni! xxx
Szablon by S1K